Ludwik Sczaniecki – adiutant Dąbrowskiego i egzekutor jego testamentu

Mapa z 1803 roku na której widoczny jest Boguszyn, Winna Góra i Brzóstków

Według „Słownika Języka Polskiego” adiutant, to wojskowy termin oznaczający „oficera przydzielonego do dyspozycji wyższego dowódcy lub dowództwa”. Słowo dotarło do nas z języka niemieckiego, a źródeł jego szukać należy w łacinie, gdzie adiuvo oznacza nieść pomoc, wspierać, wspomagać, sprzyjać. Pierwszy zapis słowa adiutant w polskich tekstach pochodzi z 1661 roku.

Czym dokładnie zajmował się adiutant? Robert Bielecki, tak opisuje jego zadania: „oficer sztabowy oddany do dyspozycji marszałka lub generała, wykonujący ważne zadania wojskowe; w niejednym przypadku jego sekretarz, łącznik z podległymi oddziałami, doradca – zależnie od posiadanych kwalifikacji. (…) Od ich sprawności działania, zwłaszcza szybkości poruszania się, zależało wiele. Dysponowali doskonałymi wierzchowcami, wymagano od nich odwagi, determinacji, a nawet desperacji, byle tylko zdołali donieść na czas i w odpowiednie miejsce powierzony rozkaz. Musieli również łatwo i szybko orientować się w terenie, gdyż na podstawie ich relacji – w kilku słowach – dowódca powinien był zorientować się w sytuacji. Wreszcie musieli być ludźmi bardzo wytrzymałymi, niejednokrotnie bowiem zdarzało się, że wieźli rozkazy czy raporty na odległość setek, a nawet tys. km”.

Ludwik Sczaniecki w I połowie XIX wieku (źródło: T. Jakubiak i B. Polak „Wielkopolanie w powstaniu listopadowym 1830-1831”)

W swojej wojskowej karierze Dąbrowski miał wielu adiutantów, ale z jednym był szczególnie związany. Był to Ludwik Paweł Sczaniecki z Boguszyna. Urodził się 30 X 1789 roku w rodzinnym majątku Boguszynie, był najstarszym synem Józefa (1756-1815), ziemianina, oraz Jadwigi z Wyganowskich. Już w dzieciństwie wykazywał chęć walki o niepodległość Polski. „Pięcioletni chłopczyk już czuć umiał że ojciec jego idzie walczyć z nieprzyjaciółmi Polski (chodziło o walkę z Prusakami w 1794 roku – przypis), a gdy się w Śremie odezwał głos bębnów maszerujących przez miasto powstańców, umiał oszukać czujność matki i wykraść się z klasztoru, podbiegł do siedzącego na koniu ojca i z płaczem prosił, aby mógł z nim dzielić trudy wyprawy. Ledwie surowy rozkaz ojca, płacz matki i silne ramie służącego budzący się zapał chłopięcia powstrzymać zdołały”.

Wojskową karierę rozpoczął formalnie 25 kwietnia 1809 roku, kiedy to zaciągnął się do wojska w Poznaniu. Przydzielony został w stopniu porucznika do sztabu gen. Amilkara Kosińskiego, organizatora siły zbrojnej departamentu poznańskiego. 21 czerwca brał udział w potyczce z Austriakami pod Radoszycami. W okresie od lipca do września przewoził depesze wojskowe z Krakowa do Poznania. Podał się do dymisji w 1810 rok. Do służby wrócił w 1812 roku i odbył kampanię rosyjską jako adiutant gen. Dąbrowskiego (jeździł m. in. z depeszami do Napoleona). Po wojnach napoleońskich i Kongresie Wiedeńskim, nie wstąpił do powstającej armii Królestwa Polskiego. „W roku 1815 wróciwszy z niewoli Rossyjskiej, tak jak większa część wolno myślących Polaków nie wszedłem do nowo utworzonego polskiego wojska, w przekonaniu iż toby było sobie ubliżać, służyć w wojsku tego, którego się uważało za głównego nieprzyjaciela Polski”.

Na własną prośbę otrzymał dymisję (1819) w stopniu majora, z pozwoleniem noszenia munduru.

Po powrocie do rodzinnego majątku w Boguszynie skoncentrował się na pracy w gospodarstwie. Utrzymywał jednak ciągły kontakt z Dąbrowskim, Sczaniecki odwiedzał go w nieodległej Winnej Górze: „Najmilsze jednakowoż dla mnie chwile były, gdy mogłem się udać do Winnej Góry, gdzie przesiadywał nasz stary (tak nazywaliśmy jenerała Dąbrowskiego) aby wolno odetchnąć od ucisku, którego doznawała prawdziwie polska dusza jego, z tego wszystkiego co się działo w Warszawie. Tam zwykle się zbierali różni starzy wojskowi, lub ci, co powychodzili z tego stanu. Tam opowiadał nam stary wydarzenia rewolucyi Kościuszkowskiej, okoliczności upadku ojczyzny (którą tylko Polacy zdolni są ubóstwiać), szczegóły tyczące się Legionów; na koniec powtarzał nam konieczność utrzymania ducha narodowego, a gdy ten utrzymany będzie, cieszył nas nadzieją, iż znowu poda się pora odzyskania bytu i niepodległości. To nasienie nie było rzucone na opokę”.

Po śmierci Dąbrowskiego Sczaniecki został wykonawcą testamentu i opiekunem dzieci Dąbrowskiego (generał traktował Sczanieckiego niemal jak syna).

„W r. 1818 umarł jenerał Dąbrowski, okrywając żałobą wszystkich dobrze myślących Polaków, bo on jeden był, który zapełnił przerwę w historyi od upadku Polski, do jej ocucenia, a nie znajdując ją tak przywróconą, jakby powinna być, umierając myślał jeszcze o sposobach, jak ją ratować. Przez testament zrobił mnie jego wykonawcą i opiekunem dwojga pozostałych po nim dzieci. Pochowałem go w Winnej Górze w mundurze Legionów, tak jak sobie życzył, i kazałem go nabalsamować, w tem przekonaniu, iż raz przyjdzie czas, w którym oceniając zasługi tego męża, przeniosą go do grobowców krakowskich, i tam obok Kościuszki, jako pierwsze po nim, postawią jego drogie szczątki. Starania, które w tym względzie robiłem, aby go zaraz do Krakowa przenieść, znalazły opór ze strony nieprzyjaciół naszych. Stósownie do woli jenerała Dąbrowskiego odesłałem Towarzystwu Przyjaciół Nauk do Warszawy 1) Pamiętniki jego Legionów Polskich, 2) Jego pałasz z kulami, 3) Pałasz Sobieskiego, 4) Pałasz od Kościuszki odebrany, na koniec znaczny zbiór książek, map i różnych osobliwości szczególniej w broni i zbrojach.”

Sczaniecki walczył jeszcze w powstaniu listopadowym i w 1848 roku.

W 1854 roku Sczaniecki wybrał się z rodziną do Paryża na zwiedzanie wystawy powszechnej. Zmarł tam 7 IX 1854. Zwłoki przewieziono w Poznańskie, do rodzinnego grobowca w kościele w Brzóstkowie. Nad grobem przemawiał Karol Libelt. Majątek zapisał swojemu synowcowi Ludwikowi (ur. 1833).

Portret Ludwika Sczanieckiego na nagrobku w Brzóstkowie (fot. Wikimedia Commons)

 

Krypta w kościele pw. św. Jana Chrzciciela w Brzóstkowie w której spoczywa Sczaniecki (źródło: P. Marchwiak, Wyprawa do podziemi w: „Magazyn itp.” nr 21 (60), 28 maja 1999)